Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuł. Pokaż wszystkie posty

Jak zbudować smoka #1

Jak wiadomo, smoków nie ma. Prymitywna ta konstatacja wystarczy może umysłowi prostackiemu, ale nie nauce, ponieważ Wyższa Szkoła Neantyczna tym, co istnieje, wcale się nie zajmuje;
S. Lem




To nie jest tutorial, za mało wiem o modelowaniu i animacji żeby robić tutoriale, ale może taki zapis przemyśleń i rozwiązań przydatnych przy modelowaniu komuś się przyda :)

Chciałem wymodelować smoka. Ponieważ jednak modelowanie ładnych kształtów organicznych jest zdecydowanie na razie poza moimi możliwościami, wybór padł na steampunkowego mecha-smoka. Częściowo miało być to ćwiczenie z cinemy jako takiej - ze sprawdzaniem jak w praktyce działa symulowanie płótna przymocowanego do ruszających się obiektów (powierzchnia skrzydła) oraz systemu stawów który zawsze sprawiał mi problemy. Jak się okazało te elementy poszły wyjątkowo łatwo prawdziwym problemem okazała się animacja jako taka czyli stworzenie fly cyclu.

Ogólna teoria smoków

Smok jaki jest każdy widzi. Za referencje posłużył mi obrazek kaijubrainsDA, z którego zaczerpnąłem konstrukcje skrzydeł i ogólne proporcje smoka.Wiedziałem że szkielet skrzydeł chce zrobić z "twardych" elementów a błony symulować płótnem rozciągniętym między nimi. 
Zacząłem jednak tu dotykać znacznie poważniejszego tematu - stawów i metod poruszania się skrzydła. Zwłaszcza, że zabierałem się za to z wiedzą o anatomii na poziomie "kiedyś obejrzałem film z Davidem Attenborough i chyba były tam ptaki..."

Jak działa smok?

Zacznijmy od podstaw. Żeby zbudować jako tako przydatny model skrzydała potrzebne nam będą dwa rodzaje ruchów :
  1. • Składanie/rozkładanie
  2. • Machanie skrzydłami
Dopiero ich kombinacja da nam w miarę realistyczny ruch. Poza tym nie od dziś wiadomo że problemy należy upraszczać, łatwiej więc stworzyć dwa oddzielne mechanizmy ruchu i potem łączyć je w całość
Natura jest leniwa :). Jak raz trafiła na sprawdzający się schemat to będzie go kopiować aż do końca świata. Zero kreatywności po prostu. Jeszcze w dziedzinie ozdobników coś tam próbuje zmieniać, tu dorzuci jakieś łuski, tam pióra, gdzieniegdzie rzuci jakiś deseń. Natomiast w zasadniczej konstrukcji niewiele się to wszystko od siebie różni od czasu pierwszego pojawienia się kręgosłupa. Dlatego najprostszym sposobem zrozumienia jak działa skrzydło jest popatrzenie na własną rękę. Tutaj piękna grafika przygotowana przez ASU:

© Arizona Board of Regents / ASU Ask A Biologist. Opublikowano na licencji CC.

Z powyższego obrazka łatwo wywnioskować że modelując smoka będziemy znacznie bardziej opierać się na nietoperzach niż ptakach. Możemy zrobić jeszcze wycieczkę w kierunku pterodaktyli ale one jakoś mniej mi pasują. Chyba dlatego że ich skrzydła są jednak prostsze, zwróćcie uwagę że tylko jeden palec u nich straszliwie się wydłużył i tworzy podstawę błoniastego skrzydła. Skupmy się więc na nietoperzach. Zdecydowałem się trochę uprościć sprawę i zrobić tylko 3 wydłużone palce na których wspierać się będzie skrzydło.



Kiedy miałem już w połowie wymodelowany projekt mojego mecha-skrzydła, szukając dalszych referencji natrafiłem na naukowców z Brown University którzy budują robo-nietoperze (prawie) i testują je w tunelach aerodynamicznych.

© Breuer and Swartz labs/Brown University
Bardzo radośnie stwierdziłem że mój mechanizm jest bardzo podobny do ichniego, to oznaczało że jestem na dobrym tropie, i dało mi dodatkowego kopa pt. "Wow, wow wymyśliłem coś prawie takiego samego jak naukowcy, wow wow taka sprytność" Problemy były dwa. Po pierwsze nietoperze mają w porównaniu do innych zwierząt bardzo elastyczne kości, po drugie mają też stawy w palcach co dodatkowo daje im możliwość "zawijania" skrzydeł. Ludzie z uniwersytetu Browna jak rozumiem obeszli ten problem używając do konstrukcji elastycznych materiałów. Ja z różnych powodów (przede wszystkich z obawy przed nieogarnięciem całości) nie chciałem robić w moim modelu stawów w palcach, a użycie deformerów by symulować elastyczność wydawało mi się jeszcze gorszym rozwiązaniem - w końcu to mech, one z definicji nie są giętkie. Zdecydowałem się więc dołożyć w stosunku do robobata dodatkowy staw na końcu przedramienia symulujący wyginanie "dłoni" w gorę i w dół. Rozwiązanie okazało się całkiem niezłe.

Dodatki

Od tego momentu poszło już łatwo. "Błony" między skrzydłami to kawałki płótna przymocowane do palców odpowiednimi tagami. Tutorial tutaj. Ogon to IK chain na odpowiednią ilość stawów z włączoną dynamiką jak go zrobić możecie przeczytać tu. Uważam że wyszedł mi całkiem fajnie, musiałem tylko zmniejszyć ilość stawów i podpinać pod nie osobne obiekty żeby uzyskać wrażenie większej "mechaniczności" ruchu. Na szybko zrobiłem rig dla nóg tak prosty że nie wart w ogóle wspomnienia. Robiąc na razie mega uproszczenie wszystko wrzuciłem w obiekt "symetry" (pewno zemści się straszliwie w przyszłości jak będe chciał uzyskać niezależny ruch elementów) i byłem gotów do testowania animacji i próby stworzenia fly cyklu.

To się rusza!

Dlaczego samolot lata? to proste (uproszczenie) – powietrze opływając skrzydła wytwarza różnice ciśnień. Ta różnica powoduję powstanie siły aerodynamicznej i presto samolot odrywa się od ziemi.
To jednak nie załatwia nam sprawy różnych organicznych latadeł machających skrzydłami. Co prawda ptaki też bardzo często szybują. Nie o wymodelowanie szybującego smoka mi przecież chodziło – to by było zbyt proste :). Nie będę tutaj udawał że rozumiem fizykę która stoi za lotem takiego powiedzmy kolibra, jest tam zdecydowanie za dużo zagadnień by zrozumiał je ktoś, kto po dwóch 2 latach uciekł z mat-fizu. Na szczęście nie jest to konieczne. Zacznijmy od doskonałych instrukcji jak animować ptaki które możemy znaleźć tutaj:
DarkmaneTheWerewolf odwalił kawał dobrej roboty pokazując kolejne fazy machania skrzydłami i w zasadzie trzeba tylko z nich skorzystać. Pozwolę sobie tylko na dodanie paru słów komentarza. Latanie jest trochę podobne do pływania żabką (w końcu powietrze to tylko taki mocno rozrzedzony płyn). Ruch skrzydeł w dół jest długi i powolny jak ruch zagarniania przy pływaniu, skrzydła są mocno rozpostarte tak żeby jak najbardziej "odpychać się" od ośrodka ruchu.  Przy ruchu powrotnym (w górę) "skrzydła" łamią się by zmniejszyć opór powietrza, ruch jest też znacznie szybszy, tak jak przy wyrzucaniu ramion do przodu przy pływaniu żabką.
No tak, ale ptaki nie latają jak smoki (albo odwrotnie). Jak już ustaliliśmy smoki latają bardziej jak nietoperze a wykorzystują tutaj dodatkową sztuczkę. Ponieważ jak możemy zobaczyć na rysunku porównującym budowę ramienia, u nietoperzy skrzydła rozciągają się między palcami mają one nad nimi lepszą kontrole. Dlatego przy ruchu w górę bardziej składają palce niż łamią skrzydła w "łokciu". Ruch skrzydeł mojego smoka jest trochę ptasi ale jednak chyba bliżej mu do nietoperza. Trzeba jeszcze pamiętać że korpus porusza się w stosunku do skrzydeł z pewnym opóźnieniem.

 Tak wygląda mój pierwszy fly cycle: nie jest źle, nawet jakoś to wszystko działa nie ustrzegłem się jednak pewnych błędów i niedociągnięć. ale przynajmniej dzieki temu będe miał szanse napisać dalszą częsc tego tekstu.

Atlantropa: między utopią a inżynierią

Na ścieżkach semiozy

Kiedy człowiek zacznie podążać jakimś (pop)kulturowym tropem to nigdy nie wie gdzie skończy, zwłaszcza w czasach Wikipedii. Zaczęło się od tego, że kiedy szukałem "Powrotu z gwiazd", na głowę spadło mi "Polowanie na Czerwony Październik". Skoro już książka mnie zaatakowała to postanowiłem ją sobie odświeżyć. Musze przyznać że jest całkiem niezła w tych momentach kiedy nie zmienia się w katalog sprzętu "Dzielnej Amerykańskiej Armi". W środku znalazłem wzmiankę o jednostce "Glomar Explorer" wybudowany specjalnie do wyciągania radzieckich łodzi podwodnych z dna oceanu. Od tego artykułu przeszedłem do czytania o podobnej jednostce "Glomar Challenger" a stamtąd był już tylko jeden krok do "Kryzysu messyńskiego" i tematu dzisiejszego artykułu czyli Atlantropy.



Niemieccy szaleni naukowcy

Jeżeli wyobrazicie sobie szalonego naukowca, to najprawdopodobniej będzie miał obłęd w oczach burze siwych włosów, opcjonalny zamek na szczycie góry, a i oczywiście będzie mówił z niemieckim akcentem. To chyba efekt czarnego PR-u anglików, ale od czasu Mary Shelley i Wiktora Frankensteina szaleni naukowcy muszą mówić z niemiecki akcentem. Herman Sörgel nie miał co prawda zamku w Transylwanii ale był autorem jednego z bardziej szalonych, megalomańskich pomysłów XX wieku: Atlantropy.

Ale o co chodzi?

Plan był prosty, i miał rozwiązać wszystkie problemy europy lat dwudziestych i przyszłych. Jak na tak wysoko postawione cele, proponowane rozwiązania też były niczego sobie, a rozmach projektu godny powieści SF.  Sörgel planował bowiem stworzenie nowego kontynentu poprzez połączenie Afryki z Europą i nie chodzi tu o takie drobiazgi jak postawienie mostu nad cieśniną gibraltarską ale o terraformowanie na pełna skale - osuszenie morza śródziemnego (no prawie).
 



Plan zakładał odizolowanie morza śródziemnego od Atlantyku i obniżenie jego poziomu od 100 do 200 metrów. Największa tama miała stanąć w cieśninie gibraltarskiej (A), obniżając poziom zachodniego basenu o 100 m (330 stóp). Druga (B) umieszczona byłaby między Sycylią obniżając poziom we wschodnim morzu śródziemnym o kolejne 100 m. Morze czarne zostałoby (D) oddzielone tamą w cieśninie Dardanele. W celu zachowania łączności z resztą świata planowano również przedłużenie kanału Sueskiego (E). Jak bardzo niedzisiejszy jest to projekt pokazuje plan zachowania nadmorskiego charakteru Wenecji poprzez wybudowanie kilkuset kilometrowego kanału (C) biegnącego przez wysuszony Adriatyk. Nie zapominajmy również o pewnym idee fix tego typu projektów. Planowano również zawrócić rzekę Kongo w kierunku jeziora Czad i dalej na północ do morza śródziemnego tak by zmieć Saharę w tereny rolnicze i stworzyć drogę wodną do środka afryki.

Pièce de résistance

Gargantuiczna. Ciężko mi znaleźć lepsze określenie na tamę gibraltarską która miała być sercem całego systemu. Fundamenty miałyby mieć 2,5 km szerokości a sama tama wysoka na 300 metrów. Cieśnina Gibraltarska ma w najwęższym miejscu 14 km szerokości. Tama miała wieńczyć 400 metrowa wieża widoczna na ilustracji. Elektrownia znajdująca się w niej miałaby wytwarzać 50,000 MW prądu. Dla porównania największa elektrownia jądrowa świata Kashiwazaki-Kariwa wytwarzała niecałe 8,000 MW.

Po co to wszystko?

Prace inżynieryjne miały zająć wg różnych szacunków od dziesięciu do kilkudziesięciu lat i dać prace 200 tysiącom osób (Keynesizm triumfujący). Na tamach miały stanąć olbrzymie elektrownie dostarczające nieprzebranych ilości energii dla Atlantropy. Nowy kontynent miały przeciąć dwie linie kolejowe, Paryż – Dakar i Berlin – Kapsztad. Obniżony poziom morza spowodowałby powstanie 576,000 km2 nowych terenów (na mapie zaznaczone ciemnym szarym), które zapewniły "lebensraum" dla europejczyków. Nie oszukujmy się bowiem, że w nowo powstałym kontynencie to Europa miała by grać przewodnią role. Sörgel widział świat gdzie europie, zagrażała z jednej strony rosnąca siła Azji a Ameryki z drugiej. Uważał że tylko dzięki rekolonizacji i industrializacji Afryki oraz dostępowi do jej surowców naturalnych Europa ma szansę stać się równorzędnym partnerem dla Azji i Ameryki.

Kontekst

Sörgel propagował swój pomysł w ciekawych czasach, w latach dwudziestych idee powiększania "przestrzeni życiowej" i zwiększania wpływów w Afryce trafiały na podatny grunt (przypominam że nawet myśmy mieli Ligę Morską i Kolonialną, która roiła sobie marzenia o polskich koloniach). Co dziwne w nazistowskich Niemczech jego teorie nie cieszyły, się specjalnym powodzeniem a on sam miał zakaz publikowania. Po wojnie na krótko wrócono do tego pomysłu, na zasadzie "zbliżmy Europe do Afryki żeby nie wpuścić tam komunistów, ale wtedy już publiczną wyobraźnią zawładnął atom i gigantyczne elektrownie wodne nikogo nie kręciły.

Wszystko już było

Jak rzekł wielki mędrzec ben Akiba. Już za czasów Sörgela naukowcy podejrzewali że Morzu Śródziemnemu zdarzało się w przeszłości wysychać. Wnioskowali to na podstawie zasolenia jednak dopiero wyniki podmorskich wierceń przeprowadzonych przez wspomniany Glomar Challenger potwierdziły że 5,96 mln lat temu morze Śródziemne było raczej słoną pustynia niż morzem. Powtórzmy słoną pustynią która w żaden sposób nie nadawałaby się na "lebensraum". I jeszcze ciekawostka na koniec.W czasie niskiego poziomu wody, wyspy na morzu śródziemnym zostały zasiedlone przez gatunek karłowatych słoni.

Łamiąca wiadomość!

Edit(1.04.2014) W związku z kryzysem krymskim szef NATO oficjalnie ogłosił powrót do koncepcji Atlantoropy mówiąc "Rosjanie tak bardzo chcą Krym? to ich tam zakorkujemy wielką tamą i wtedy zobaczymy kto będzie na górze." Turcja pozytywnie zareagowała na tą deklaracje oferując azyl tatarom krymskim i zapraszając ich do pracy przy budowie zapory w cieśninie Dardanele.

Pożeglować do Timbuktu

Ludziom, których trudy wynoszą ponad idee w królestwo "tworzywa rzeczywistości" – ekologom krain bezwodnych, obojętne gdzie i kiedy działają, niniejszy przyczynek futurologiczny w pokorze i z podziwem dla ich pracy poświęcam.
"Diuna" – dedykacja F.Herberta


Dzisiaj będę straszny, opowiem wam dowcip... to znaczy opowiem wam o pewnym projekcie, którego nie powstydziłby się żaden steampunkowy inżynier. Projekcie godnym kapitana Nemo, Cyrusa Smitha i profesorka Nerwosolka. Opowiem wam o jednej z pierwszych poważnych prób terraformowania w historii ludzkości. Opowiem wam o próbie podlewania Sahary.

Francuscy Inżynierowie

Jednym z pierwszych którzy wpadli na taki pomysł był: François Élie Roudaire, który zawodowo zajmował się mierzeniem Północnej Afryki (dzisiejsza Algieria), na potrzeby francuskiej armii. W latach 1860-ntych zię biegał radośnie po wydmach Sahary z teodolitem. W przerwach pomiędzy wyznaczaniem kolejnych fortów legii cudzoziemskiej, ten bystry człowiek zauważył że spora część Sahary leży poniżej poziomu morza. Mam wrażenie, że mniej więcej w tym momencie zaczął kombinować: "Zaraz, zaraz, mamy tu rozległe przestrzenie pełne piasku i Beduinów... a zaraz obok leży przecież morze, a jakby tak...." Proces analityczny Roudaire-a można zaobserwować na poniższej rycinie:
Roudaire wpada na pomysł (fot: wikimedia; photoshop: ja)
Mniej więcej do tych samych wniosków doszedł Donald Mackenzie. Swoich pomiarów dokonywał dla odmiany w Maroku, i planował brać wodę raczej z Atlantyku niż z Morza Śródziemnego. Pomysł obu był jednak bardzo podobny: Zatopmy kawał Sahary! Zamieńmy kawał bezużytecznej pustyni w żyzne ziemie, podobne do delty nilu, dajmy prace tysiącom ludzi, by afryka nasze kolonie rosły w siłę a ludziom żyło się dostatniej.

Roudaire swoim projektem zainteresował Ferdinanda de Lesseps. Francuski dyplomata, przedsiębiorca, właśnie skończył kierować budową Kanału Sueskiego, a dopiero za kilka lat miał zająć się Kanałem Panamskim, miał więc trochę czasu i radośnie poparł swojego rodaka. Projekt został przedstawiony Akademii Francuskiej i przyjęty entuzjastycznie. Francuski rząd wyłożył na 35 000 franków na dalsze badania tematu. Planowano poprowadzenie kanałów od morza śródziemnego do depresji w Algierii i stworzenie śródlądowego morza o powierzchni 8 000 km2 (mniej więcej tyle co jezioro Titicaca, znacznie bardziej ambitny projekt Mackenzie-ego zakładał 155 000 km2 – mniej więcej połowa wielkości Morza Kaspijskiego). Na potrzeby śródlądowego morza trzeba byłoby wykopać kilometry kanału przez pustynie. Przedsięwzięcie kosztowałoby około 30 milionów ówczesnych dolarów, co po uwzględnieniu inflacji daje 560 milionów, jednym słowem taniocha. Efekt? Tunis i Algieria z państw pustynnych miały stać się krainą mlekiem i miodem płynącą. Brzmi nieźle prawda?

Zaznaczone ciemnym kolorem "Perimetre submerisble" tłumaczymy z francuskiego jako: "Zalejmy to na chwalę republiki"


Gazety rozpisywały się o zbawiennych dla regionu i dobrostanu ludzkości efektach. Przewidywano rozkwit żeglugi handlowej i turystycznej na brzegach nowego morza. (Projekt Mackenziego był jeszcze bardziej ambitny. Zakładał połączenie nowego zbiornika kolejnym kanałem z rzeką Niger.) Powstanie nowych osiedli i miast. Angielskie Daily News nazwało projekt:

the most remarkable that has ever been devised.
Autorzy projektu przewidywali, że jezioro będzie miało dobroczynny wpływ na klimat, choć nie wszyscy podzielali ten entuzjazm. Niejaki Pan Alexander William Mitchinson (z pewnością członek proto-greenpeace-u) przewidywał że jeżeli tylko pozwoli się dwóm francuzom zrealizować swoje niecne plany cała Europa zmieni się w malaryczne bagienko.

Plany zalewowe naniesione(mniej więcej) na współczesną mape. Źródło: google.


Przedsięwzięto (co za trudne słowo) więc ekspedycje, która miała dokładanie zbadać wykonalność przedsięwzięcia. Niestety, wraz z dalszymi pomiarami plan zaczął się sypać, okazało się że depresja zwana fachowo szottem leżąca najbliżej morza śródziemnego w rzeczywistości depresją nie jest.  Roudaire nie pozwolił jednak żeby taki problem go pokonał. Zaproponował wydłużenie kanału z zakładanych 20 kilometrów do jakiś 240(sic!), zaprawdę człowiek godny swojej epoki. Niestety gdzieś na tym etapie komuś na rządowym szczeblu zapaliła się lampka alarmowa i wobec kolejnych problemów wstrzymał finansowanie projektu.

Kiedyś trawa była bardziej zielona

Nie chcę tu wyjść na zdziadziałego reakcjonistę. Jednak trochę smutno czyta mi się o tych niesamowitych projektach, kiedy dzisiaj cieszymy się że budowa obwodnicy skończy się za zaledwie 17 lat, trochę poraża mnie ta różnica skali. Wiem, że wtedy było znacznie prościej, bo nikt nie troszczył się o decyzje środowiskowe i BHP a panowie Roudaire i Lesseps z radością wygubili by całe populacje puszystych pustynnych zwierzątek a po skończonej pracy powiedzieli "w tym miesiącu zginęło tylko 200 robotników – całkiem niezły wynik". Wiem, ówcześni inżynierowie przypominali trochę uczniów czarnoksiężnika, dysponując mocą której efektów nie byli wstanie przewidzieć, zmienimy Europe w bagno albo północną Afrykę w rajskie ogrody – zobaczymy co wyjdzie. Trochę mi jednak brakuje tego brawurowego wyznaczania sobie celów na samej granicy możliwości albo tuż poza nią, nie oglądając się na konsekwencje.

Amerykańscy naukowcy

Do projektu powracano wielokrotnie: około 1910 francuski profesor Etchegoyen proponował jeszcze większy i dłuższy kanał, swoje trzy grosze musieli dorzucić też #amerykańscy naukowcy. Postulowali powrót do projektu francuzów, ale żeby nie bawić się w kopanie kanałów proponowali użyć eksplozji nuklearnych w ramach projektu Plowshare. Przebłysk geniuszu mieli też analitycy CIA który proponowali sukcesywne podlewanie pustyni egipskiej wieloma kanałami. Miałoby to doprowadzić do pokoju na bliskim wschodzie poprzez "danie arabom czegoś do roboty", być może CIA nie użyła dokładnie tych słów ale ewidentnie to właśnie mieli na myśli.

Juliusz Verne

Na ślad tego projektu trafiłem przeglądajać twórczość Juliusza Verne-a. W swojej ostatniej książce "L'Invasion de la mer"(1905) opowiada o budowie właśnie takiego kanału w celu otwarcia serca Afryki na świat, w tle biegają Berberowie z lokalnego komitetu "Nie damy rozjechać Pierdziszewa"(copyright WO), którzy zdaniem niektórych krytyków zwiastują arabski terroryzm i al-Kaidę. Na koniec przychodzi trzęsienie ziemi i odwala brudną robotę za inżynierów. Musze to przeczytać.

Jak widać Google uważa że projekty zostały już częściowo zrealizowane.

Źródła:

http://en.wikipedia.org/wiki/Invasion_of_the_Sea
http://en.wikipedia.org/wiki/Sahara_Sea
http://www.wiw.pl/biblioteka/wirusy_oldstone/08.asp
http://io9.com/the-great-sahara-sea-that-almost-was-837206551
http://en.wikipedia.org/wiki/Fran%C3%A7ois_Elie_Roudaire
http://basementgeographer.com/flooding-the-qattara-depression/